niedziela, 6 maja 2012

ROZDZIAŁ III

Wróciłam do domu, wyczerpana, na nic nie miałam siły... W końcu było to czternaście godzin nieustannej jazdy. Czekała już na mnie gorąca kąpiel (dzięki Bogu, że mam tak kochaną mamę, która myśli o wszystkim (tak, mieszkam jeszcze z rodzicami... chociaż planowałam już przeprowadzkę, która nie wypaliła)), skorzystałam z niej. Przespałam całe 24h.

***
Obudziłam się, ziewnęłam. W telefonie 6 nieodebranych od Czoki, 4 od Jus, zdziwiłam się, bo nic nie było od Sama... W chwili gdy o nim myślałam, napisał do mnie Max.
************************************
Hej kotku :* To dzisiaj miałaś 
wrócić?Spotkajmy się jak
 najszybciej!Jak najszybciej, ale 
po moim treningu, buziole :*** 
************************************
Jestem zmęczona, innym 
razem, misiu :**
************************************
No dobrze, 3ym się! :) 
************************************
Postanowiłam sprawdzić co tam po trzytygodniowej przerwie na Facebooku, okazało się, że jest mnóstwo zaproszeń od nowo poznanych znajomych z kolonii, w tym od Sama. Oczywiście zawsze ON przykuwa moją uwagę, czego czasami nie chcę widzieć... No nic... Wszystkie zaproszenia zaakceptowałam. Pomyślałam, że czas się ubrać, wybrałam <klik>. Rodzice zanudzali, więc wyszłam do Czoki. Gadałyśmy kilka godzin, przecież długo mnie nie było... Musiała się nacieszyć :). Umówiłyśmy się na zakupy w niedalekiej przyszłości. Pomyślałam, że mogłabym się jednak wybrać na trening mojego kochanego, pomknęłam do garażu po skuter, 3 minuty i byłam. 
Trening jeszcze trwał, Max bez koszulki, rozkosz! Jego koledzy też zmysłowi, ale mój najlepszy :D.
Maxinni (tak na niego czasami mówię :D) zauważył mnie, cmoknął w powietrzu w moją stronę (jakby zareagowała dziewczyna taka jak ja?) oczywiście uśmiechnęłam się :). Podbiegł i pocałował mnie w policzek. Widać, że się stęsknił, jego zachowanie było słodkie, bo mimo srogiego trenera (pana Callena) niepozwalającego na przerywanie trenowania, o którym tak mi opowiadał i narzekał na niego Max... to mój kochany usiadł przy mnie łapiąc mnie za rękę przeciągnął mnie na siebie i znowu ucałował, postanowiłam nie stać i chciałam usiąść obok niego, ale on wziął mnie na kolana.
- Jednak przyszłaś! Co tam, kochanie?
- Hmmmm chyba dobrze...
- Coś jesteś nie w sosie.
- Może dlatego, że jestem zmęczona...
- Mogę cię jakoś rozbudzić - :D i zaczął mnie łaskotać, chichotałam w niebogłosy. 
- Aaaa, proszę przestań! Hahahahah Maaax! Ty potworzee hahahahhahah!
- I jak, lepiej?
- Z pewnością! Hahaha - nagle zauważyłam idącego ku nam pana Callena - Ej Max - szepczę - twój trener tu idzie... Może ja sobie już pójdę?
- Spookojnie - :) - poczekasz aż skończy się trening? Mam dla ciebie niespodziankę... - zaciekawił mnie.
- Co ty tu robisz Max?! Powiedziałem, że jest przerwa?! Inni koledzy się męczą, a ty się obijasz?! 20 pompek! Dyscyplina musi być! - rozwścieczony trener dziwnie się na mnie popatrzył...
- A to kto? Niech tylko nie przeszkadza laleczka - wymusił uśmiech.
- Ja tu tylko na chwi...
- Dobrze, spokojnie, możesz przychodzić kiedy zechcesz - zdziwiły i ucieszyły zarazem mnie te słowa. Przynajmniej dostałam pozwolenie :).
- Poczekaj na mnie maleńka! Za pół godziny koniec!- powiedział Max.
Trener okazał się miły. Powiedział, że krzyczy tak na chłopaków, bo wierzy, że daleko zajdą, aby zajść wysoko muszą dużo ćwiczyć. Polubiłam tego gostka, mogłabym z nim rozmawiać wieki! Z daleka zauważyłam Czoki, myślałam, że ona do mnie, a tym czasem całuśnie przywitała jakiegoś kumpla Maxa, chłopak złapał ją w pasie i odeszli, bo akurat nastąpił koniec treningu.







Paul Callen - trener Maxa, bardzo miły. Charakteryzuje się tym, że umie baaaardzo 
głośno krzyczeć :P











A że dzisiaj tak się
rozpędziłam to dodam
jeszcze jeden rozdział :D
" Jeeeeeeej! Cieszmy się!"

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz